|
sobota, 02 maja 2009
Lider wciąż w Łodzi
Widzewiacy bez Marcina Robaka, zagrali najlepszy mecz od wielu miesięcy i po raz drugi w tym sezonie wygrali różnicą trzech bramek. W piątkowym spotkaniu Łukasza Merdę pokonali Mindaugas Panka i dwukrotnie Przemysław Oziębała. Obchodzący wczoraj urodziny Litwin także asystował przy drugim trafieniu "Oziego". Dzięki zwycięstwu odniesionemu nad Podbeskidziem, czerwono-biało-czerwoni utrzymali pozycję lidera rozgrywek I ligi. Podopieczni Pawła Janasa w tym sezonie mają do rozegrania jeszcze sześć spotkań. Mecz z "Góralami" był dziesiątym z rzędu, w którym Widzewiacy nie przegrali. Cały czas można rzecz jasna narzekać na brak zgrania w poszczególnych formacjach jednak przy takiej skuteczności nie powinniśmy mieć problemów z wywalczeniem awansu do Ekstraklasy. Wczoraj z bardzo dobrej strony pokazali się wspomniany już Panka oraz Wojciech Jarmuż, który grał odważnie, ofensywnie i bardzo często odbierał piłki rywalom. Po podaniu wychowanka Jantaru Ustka, bramkę na początku drugiej połowy zdobył Przemysław Oziębała. Nieźle zagrał Piotr Stawarczyk jednak w formacji defensywnej brylował wczoraj Jarosław Bieniuk. Wygląda na to, że para stoperów Widzewa rozumie się bardzo dobrze i brak Ugo Ukaha w dwóch najbliższych spotkaniach nie będzie szczególnie odczuwalny. Początek piątkowego meczu nie zapowiadał jednak tak szczęśliwego zakończenia: Widzewiacy jak zwykle w tym sezonie bardziej piłkę kopali niż w nią grali a kibice zajmowali się sobą, wydarzenia na boisku odbierając jako urozmaicenie wspólnej zabawy na trybunach. A wczoraj fani Widzewa pokazali, że potrafią bawić się doskonale. Nadspodziewanie aktywni byli kibice zgromadzeni na sektorze B, którzy jeszcze w pierwszej połowie zaintonowali "Lalolalo...Widzew", co spotkało się z szybką i ochoczą odpowiedzią "prostej". Podrażnieni takim obrotem spraw fanatycy spod zegara przyłączyli się do samowolnej akcji "niciarki" a w drugiej połowie meczu zaprosili do "rywalizacji" także trybunę krytą, sektory A6-A8 i rodzinny. Już od dawna nie było na naszym stadionie tak spontanicznego dopingu w wykonaniu wszystkich kibiców. No może prawie wszystkich ponieważ kilkudziesięcioosobowa grupa sympatyków Podbeskidzia z tylko sobie znanych powodów odmówiła uczestnictwa w zabawie (drugi raz już ich nie zaprosimy). Szampańska atmosfera udzieliła się również piłkarzom, którzy wraz z upływem czasu grali coraz lepiej a po meczu urządzli sobie prawdziwą widzewską dzicz pod zegarem:). PS Czerwoną kartką w doliczonym czasie gry ukarany został Łukasz Masłowski ponieważ sędzia Musiał z Krakowa uznał, że symulowanie faulu w polu karnym przy wyniku 3:0 jest zachowaniem naturalnym. Widzew - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:0. Bramki: Mindaugas Panka 43, Przemysław Oziębała 52, 80. Mielcarz, Bednar, Bieniuk, Stawarczyk, Lisowski, Budka (86, Masłowski 2x żk), Szymanek, Panka, Grzeszczyk (84, Miloseski), Jarmuż, żk (79, Sernas), Oziębała
środa, 29 kwietnia 2009
Czas Stawarczyka?
W ubiegłym tygodniu, po ostatnim gwizdku sędziego Chmiela w meczu Widzew Lódź – Górnik Łęczna, doszło do ostrej wymiany zdań między Ugochukwu Ukah a Piotrem Karwanem, która zakończyła się ukaraniem obrońcy Widzewa czerwoną kartką. Włoch grał w obecnym sezonie we wszystkich ligowych meczach czerwono-biało-czerwonych i jego absencja wymusiła na Pawle Janasie konieczność wyszukania wartościowego zmiennika. Wybór jakiego dokonał szkoleniowiec łódzkiego klubu nie był dla nikogo zaskoczeniem i w sobotę, przeciwko Stali Stalowa Wola zagrał od pierwszej minuty Piotr Stawarczyk, który po przyjściu do klubu z Al. Piłsudskiego 138 Jarosława Bieniuka, stracił miejsce w podstawowej jedenastce czterokrotnych mistrzów Polski. Sobotni mecz był dla Stawarczyka dopiero drugim w 2009 roku, w którym zagrał od pierwszej minuty. W spotkaniu przeciwko GKP Gorzów Wielkopolski, były piłkarz Okocimskiego Brzesko zastąpił na prawej stronie obrony kontuzjowanego wtedy Łukasza Brozia. Jednak Stawarczyk zdecydowanie najlepiej czuje się na środku defensywy. Przed meczem ze Stalą urodzony w Krakowie obrońca powiedział: ...moim celem jest gra w pierwszym składzie. Jest okazja, żeby do niego wskoczyć i to na dłużej. Zrobię wszystko, by ją wykorzystać. Widzew ze Stawarczykiem na środku obrony zremisował w Stalowej Woli a podopieczni Pawła Janasa po raz pierwszy od trzech spotkań nie stracili bramki. Czy to jednak wystarczy aby wychowanek krakowskiej Wisły na dłużej zastąpił w składzie Ukaha? Stawarczyk niewątpliwie nie należy do piłkarzy, którzy łatwo się załamują. Od czasu przyjścia do Widzewa wiosną 2006 roku, kariera mierzącego 193 cm obrońcy przypomina sinusoidę. Popularny „Stawar” zaczął swoją przygodę z łódzkim klubem bardzo obiecująco, szybko zdobywając zaufanie prowadzącego wówczas Widzew Stefana Majewskiego. Czerwono-biało-czerwoni wywalczyli w sezonie 2005/2006 awans do Ekstraklasy a pochodzący z Małopolski stoper zagrał od pierwszej do ostatniej minuty we wszystkich wiosennych spotkaniach łodzian, zdobywając w nich dwie bramki. Dobra postawa na drugoligowych jeszcze wtedy boiskach, nie zapewniła jednak Stawarczykowi miejsca w podstawowym składzie drużyny, którą w Ekstraklasie miał prowadzić Michał Probierz. W pierwszych dwóch kolejkach na środku obrony ówczesny trener Widzewa stawiał na Bartłomieja Koniecznego i Andrzeja Tychowskiego a Stawarczyk dostał swoją szansę dopiero w trzeciej kolejce, kiedy to naprzeciwko widzewiaków stanęli piłkarze ŁKS-u. Stawarczyk nie zawiódł jednak po przegranym przez podopiecznych Probierza spotkaniu 9 kolejki z Pogonią Szczecin w Łodzi ponownie stracił miejsce w wyjściowej jedenastce, do której powrócił dopiero na wiosnę. W sezonie 2006/2007 Stawarczyk zagrał w sumie w 21 ligowych spotkaniach i tylko w jednym z nich został zmieniony. Najgorszy jak dotąd był dla wychowanka Wisły poprzedni sezon. Widzewiacy grali fatalnie i kibice za głównego winowajcę kolejnych porażek uznawali zgodnie m.in. właśnie Stawarczyka. Rozgrywki w sezonie 2007/2008 Widzew zakończył na przedostatnim miejscu w tabeli i spadł do nowej I ligi. Ku zaskoczeniu wielu fanów łódzkiej drużyny, władze klubu nie zdecydowały się na rozwiązanie kontraktu i Stawarczyk znalazł się ponownie w kadrze Widzewa, prowadzonego już przez Waldemara Fornalika. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Michała Probierza także Fornalik nie miał na początku zaufania do dwudziestosześcioletniego stopera. Na początku sezonu, na środku defensywy szkoleniowiec Widzewa widział młodego Jakuba Kisiela jednak jego postawa w meczach przeciwko Motorowi Lublin i zwłaszcza Zagłębiu Lubin spowodowała, że Fornalik dał w końcu szansę Stawarczykowi. „Stawar” nie zawiódł i począwszy od spotkania z Flotą Świnoujście aż do ostatniej kolejki w 2008 roku, był podstawowym obrońcą czerwono-biało-czerwonych. Po objęciu stanowiska szkoleniowca Widzewa przez Pawła Janasa, Stawarczyk znowu musiał oglądać występy swoich kolegów z perspektywy ławki rezerwowych. Profesjonalne podejście do zawodu obrońcy Widzewa sprawiło jednak, że ponownie ma on okazję do zaprezentowania swoich umiejętności i zdobycia uznania w oczach nowego trenera. Dwudziestosześciolatek zagra prawdopodobnie także w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała i jeśli pokaże się z dobrej strony, to powrót do wyjściowej jedenastki Ugo Ukaha może nie okazać się wcale taki oczywisty.
Występy Piotra Stawarczyka w sezonie 2008/2009: · 18 razy w pierwszej jedenastce · ani razu nie został zmieniony (w sumie 1590 minut na boisku) · 2 razy wchodził z ławki rezerwowych · 1 gol · 5 żółtych i 1 czerwona kartka
wtorek, 28 kwietnia 2009
Pozostać na czele
Widzewiacy wciąż grają bez polotu a mimo to w niedzielę ponownie zostali liderem rozgrywek I ligi. Mecz ze Stalą Stalowa Wola oprócz jednego punktu przyniósł jednak czerwono-biało-czerwonym same straty ponieważ z powodu zbyt dużej ilości żółtych kartek z Podbeskidziem nie zagrają prawy obrońca Łukasz Broź oraz największa gwiazda drużyny prowadzonej przez Pawła Janasa, wicelider klasyfikacji strzelców Marcin Robak. Piątkowe spotkanie będzie dopiero drugim, w którym zabraknie naszego snajpera. W pierwszym meczu sezonu, Widzewiacy bez Robaka ledwo uporali się na wyjeździe z Motorem Lublin a zwycięską bramkę "na raty" z rzutu karnego zdobył Łukasz Masłowski. Paweł Janas po raz pierwszy odkąd został trenerem Widzewa, będzie miał bardzo duże problemy ze skompletowaniem wyjściowej jedenastki. Oprócz Robaka i Brozia, szkoleniowiec czerwono-biało-czerwonych wciąż nie może liczyć na Ugochukwu Ukah, który został zawieszony za czerwoną kartkę obejrzaną po meczu z Górnikiem Łęczna. W Stalowej Woli włoskiego obrońcę zastąpił Piotr Stawarczyk i prawdopodobnie tak samo będzie także w spotkaniu z Podbeskidziem. Z prawej strony bloku defensywnego być może wystawiony będzie Vladimir Bednar , który jak dostąd wystąpił wprawdzie w dwunastu meczach ligowych Widzewa jednak tylko raz zagrał od pierwszej minuty. W ataku Marcina Robaka nie zastąpi rzecz jasna nikt. Mimo słabszej formy, Widzewiacy są obecnie najdłużej niepokonaną drużyną I ligi. Liderzy rozgrywek nie przegrali już dziewięciu kolejnych spotkań. Ostatnim zespołem, który wywalczył z nami komplet punktów była Warta Poznań a stało się to już bardzo dawno temu, bo 8 listopada 2008 roku. W piątek, podopieczni Pawła Janasa będą także mieli okazję do przedłużenia najdłuższej w obecnym sezonie serii meczów bez porażki na własnym stadionie. Jak na razie Widzewiacy nie zostali pokonani przy Al. Piłsudskiego 138 w siedmiu kolejnych spotkaniach a w ogóle daliśmy sie ograć u siebie tylko raz, 27 września 2008 roku w meczu z GKS Jastrzębie. Nie da się ukryć, że w meczu z Podbeskidziem czeka nas bardzo trudne zadanie. Podopieczni Marcina Brosza w ostatnich trzech meczach zdobyli siedem punktów i w dalszym ciągu są bardzo poważnymi kandydatami do awansu. W jesiennym starciu obu drużyn lepszy okazał się Widzew, który wygrał 1:0 a bramkę zdobył "nigdy nie zgadniecie kto". Czerwono-biało-czerwoni będą jednak mieli w piątek jeden bardzo ważny atut w starciu z "Góralami"- swoich kibiców. Fani Widzewa bardzo pomogli swoim ulubieńcom (wiem, że niektórym kibicom nie spodoba się to okreśenie:)) wygrać dwa ostatnie mecze i liczę na to, że głośny i żywiołowy doping pomoże naszym piłkarzom uporać się z własną bezradnością i wykrzesa z nich tyle ambicji aby wystarczyło jej na odniesienie kolejnego, czwartego już zwycięstwa przed własną publicznością.
niedziela, 19 kwietnia 2009
Wygraliśmy w "Mieście Grzechu"
(zdjęcie pochodzi z forum kibiców Widzewa - kliknij aby powiększyć) To był wspaniały sobotni wieczór na stadionie przy Al. Piłsudskiego 138. Piłkarze Widzewa przy pełnym pasji dopingu swoich kibiców odnieśli kolejne zwycięstwo przed własną publicznością i zrównali się punktami w ligowej tabeli ze Zniczem Pruszków. Forma naszej drużyny wciąż pozostawia wiele do życzenia jednak budujące jest zaangażowanie podopiecznych Pawła Janasa w grę oraz determinacja w dążeniu do zwycięstwa. Bramki strzelonej dla gości nie widziałem ponieważ akurat znajdowałem się pod oprawą meczu, która jak się okazało, była niezwykle efektowana oraz bezkompromisowa. Po raz kolejny Ultrasi Widzewa postanowili skorzystać z formy komiksu, który tym razem przedstawiał nocne życie po meczu czerwono-biało-czerwonych w Łodzi. Pomysł na oprawę zatutyłowaną "Miasto Grzechu" został zainspirowany twórczością Franka Millera, autora "Sin City". Przebieg samego meczu do złudzenia przypominał scenariusz spotkania z Dolcanem Ząbki: znowu pierwsi straciliśmy bramkę, goniliśmy wynik i wygraliśmy po skutecznie wykonanym rzucie karnym przez Marcina Robaka. Nasz napastnik zdobył tym samym swoją siedemnastą bramkę w sezonie jednak Ilijana Micanskiego nie dogonił ponieważ Bułgar dwukrotnie pokonał wczoraj bramkarza Tura Turek. Z bardzo dobrej strony pokazał się także Darvydas Sernas, dla którego był to zdecydowanie najlepszy mecz w barwach Widzewa. Litwin śmiało włączał się w akcje ofensywne czerwono-biało-czerwonych pokazując w nich niezwykłą szybkość. To właśnie po faulu na naszym lewoskrzydłowym sędzia wczorajszego meczu podyktował rzut karny. Niestety po spotkaniu doszło do nieprzyjemnego incydentu z udziałem Ugo Ukaha. Nasz obrońca wdał się w przepychankę z piłkarzem Górnika, za co został ukarany czerwoną kartką i nie zagra w kilku najbliższych spotkaniach. Najlepiej smakują zwycięstwa odniesione zarówno przez piłkarzy jak i wspierających ich kibiców. Po takich meczach podziękowania należą się wszystkim, którzy dobrze życzą Widzewowi i przyszli wczoraj na stadion. Widzew - Górnik Łęczna 2:1. Bramki: Mindaugas Panka 39, Marcin Robak 80 (k). Mielcarz, Broź, Ukah, Bieniuk, Lisowski, Oziębała (75, Miloseski), Szymanek, Panka, Jarmuż (60, Budka), Matusiak (68, Sernas), Robak
czwartek, 16 kwietnia 2009
Wygramy po raz trzeci?
W pięciu rozegranych po przerwie zimowej meczach, Widzewiacy zdobyli 9 punktów. Taki bilans z pewnością nie robi piorunującego wrażenia i tylko dzięki beznadziejnej formie Zagłębia Lubin i słabszej dyspozycji Korony Kielce, podopieczni Pawła Janasa wciąż zajmują miejsce premiowane bezpośrednim awansem do Ekstraklasy. W sobotę na drodze czterokrotnym mistrzom Polski stanie siódmy w ligowej tabeli Górnik Łęczna.Bilans bezpośrednich spotkań między obiema drużynami jest wyrównany. W Ekstraklasie graliśmy z Górnikiem cztery razy. W sezonie 2003/2004 doznaliśmy dwóch minimalnych porażek (0:1 i 1:2), które przyczyniły się do naszego spadku. Po powrocie do najwyższej klasy rozg rywkowej, odpłaciliśmy Dumie Lubelszczyzny pięknym za nadobne, efektownie wygrywając w Łęcznej (5:1) oraz w Łodzi (3:0). Z Górnikiem spotkaliśmy się w sezonie 2006/2007 także przy okazji rozgrywek o Puchar Ekstraklasy. Nasz sobotni przeciwnik ograł nas wówczas dwukrotnie i awansował z grupy do kolejnej rundy. W meczu rozgrywanym w Łęcznej gospodarze wygrali 3:0 a dwa gole strzelił nam Tomasz Lisowski. Ostatnie spotkanie między Widzewem a Górnikiem zakończyło się bezbramkowym remisem.Zespół prowadzony przez Wojciecha Stawowego wciąż liczy się w walce o Ekstraklasę. Górnik traci do zajmującej trzecie miejsce w tabeli Korony Kielce zaledwie pięć punków. Trzeba jednak powiedzieć, że Duma Lubelszczyzny prezentuje się po przerwie zimowej bardzo przeciętnie. Nasi sobotni rywale wygrali w 2009 roku tylko w Świnoujściu. Poza tym Górnik zanotował wysoką porażkę z kompletnie nieprzygotowanym do sezonu Zagłębiem Lubin, dał się ograć rewelacji rundy wiosennej, czyli Dolcanowi Ząbki oraz w ostatnich minutach uratował na własnym stadionie remis ze Stilonem Gorzów. W ostatniej kolejce Łęcznianie wzbogacili się co prawda o trzy punkty ale tylko dlatego, że ich rywalem miał być Kmita Zabierzów. Najgroźniejszymi piłkarzami Górnika Łęczna są: strzelec ośmiu bramek Jakub Grzegorzewski oraz znany z występów w Łódzkim Klubie Sportowym Rafał Niżnik, mający na swoim koncie o jedno trafienie mniej. Dorobek Grzegorzewskiego jest jednak tak imponujący ponieważ pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego napastnik jest etatowym wykonawcą "jedenastek" w drużynie z Łęcznej. Wychowanek Concordii zdobył w tym sezonie cztery gole z rzutów karnych. W Górniku występują także m.in. doświadczony bramkarz Jakub Wierzchowski, były Widzewiak Sławomir Nazaruk oraz związany z klubem z Łęcznej od ośmiu lat (z małymi przerwami) Veljko Nikitovic. Podopieczni Pawła Janasa po bardzo słabym występie w Gorzowie Wielkopolskim będą mieli okazję do rehabilitacji przed wspaniale dopingującą, widzewską publicznością. Nie po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat piłkarze czerwono-biało-czerwonych mają problem z dostosowaniem się do atmosfery panującej na trybunach stadionu przy Al. Piłsudskiego 138. Trzeba jednak przyznać, że mimo słabszego niż można sie było spodziewać początku wiosennych zmagań w wykonaiu Widzewiaków, nasi piłkarze potrafią zmobilizować się w najważniejszych momentach i zdobywać ważne bramki. Właśnie dzięki zaangażowaniu piłkarzy i sporej dawce szczęścia, zdobyliśmy jak na razie komplet sześciu punktów w meczach rozgrywanych u siebie w 2009 roku. Widoczny brak poprawy stylu gry Widzewiaków, sprowokował naszego trenera do "majstrowania" w drugiej linii czerwono-biało-czerwonych. Łukasz Grzeszczyk nie okazuje się jak na razie lekarstwem na wszystkie bolączki środka pomocy Widzewa, podobnie jak Darvydas Sernas nie uleczył wciąż wyraźnie niedomagającego lewego skrzydła. W Gorzowie, tak samo jak to miało miejsce w Świnoujściu, w roli lewoskrzydłowego wystąpił Wojciech Jarmuż. Wychowanek Jantaru Ustka asystował przy wyrównującym golu Robaka i kto wie, czy nie zastąpi Litwina na dłużej w pierwszej jedenastce. Na korzyść Jarmuża przemawia także jego przydatność w grze defensywnej. Coraz częściej Janas stawia również na Dejana Miloseskiego, dla którego występ w Gorzowie był drugim z kolei w podstawowym składzie. Niestety nie da się jednak ukryć, że spotkania z Dolcanem i Stilonem należały do jednych z najgorszych w wykonaniu Widzewiaków w bieżących rozgrywkach. Po absencji spowodowanej czterema żółtymi kartkami, na mecz z Górnikiem do składu wróci Adrian Budka, co rozwiąże przynajmniej jeden problem przy zestawianiu linii pomocy Widzewa. Nie wiadomo natomiast, kto stanie w sobotę między słupkami widzewskiej bramki. Maciej Mielcarz popełnił w meczu z Dolcanem fatalny błąd, który o mały figiel nie kosztował nas straty punktów. Za Bartkiem Fabiniakiem przemawiają jego niezłe występy w końcówce spotkania z drużyną z Ząbek oraz w meczu ze Stilonem a także przychylność kibiców, którzy wspierali wychowanka Energetyka Gryfino nawet w najgorszych momentach jego kariery. Na prawej stronie obrony, powinien pojawić się Łukasz Broź, który z powodu kontuzji nie mógł zagrać przeciwko zespołowi z Wielkopolski. Jeśli uraz wyleczy Mindaugas Panka, to także on będzie bez wątpienia poważnymi kandydatem do występu w sobotnim meczu od pierwszej minuty. Widzewiakom sprzyja jak na razie szczęście: Zagłębie Lubin w ogóle nie przypomina drużyny walczącej jesienią o awans, Korona Kielce gra w kratkę a Podbeskidzie nie jest w stanie rozegrać dwóch dobrych meczów pod rząd. Jednak sytuacja bardzo szybko może się zmienić. W Lubinie zwolniono trenera, co z pewnością nie pogorszy gry dwukrotnych mistrzów Polski a wręcz przeciwnie, może zaowocować pozytywnymi zmianami dla Miedziowych natomiast Korona miała także bardzo słaby początek sezonu jednak jak pamiętamy, złocisto-krwiści szybko się pozbierali i pod koniec zeszłego roku walczyli nawet o fotel lidera I ligi. W niezłej formie są jak na razie tylko piłkarze Znicza Pruszków ale patrząc na terminarz rozgrywek, dobre wyniki podopiecznych Dariusza Kubickiego nie są aż tak wielkim zaskoczeniem. Forma jaką nasi piłkarze prezentują w tym roku, każe przypuszczać, że w sobotę czeka nas kolejny męczący mecz. Na razie jednak mogliśmy liczyć przynajmniej na efektowne końcówki w wykonaniu Widzewiaków. Mimo wszystko jestem optymistą i liczę na pierwsze pewne zwycięstwo naszej drużyny od 7 września 2008 roku, kiedy to dwoma bramkami pokonaliśmy Kmitę. PS Na sobotnim meczu już będę obecny:)
|
Ostatnie notki
Zakładki:
Blogi
Blogi sportowe
O piłce
Strony o Widzewie
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||